Z graffiti jest jak z sikaniem

Wracając z zakupów spojrzałem na bazgroły na murach i od razu pomyślałem, że z graffiti jest tak samo jak z sikaniem. Zazwyczaj jedno i drugie służy zwierzętom do oznaczania terenu.

Większość graffiti to syf i nie ma nic wspólnego ze sztuką

Spacerowałem już po wielu polskich miastach i prawie wszędzie graffiti to straszne dziadostwo. Od lat największym hitem na murach budynków jest napis o treści „Tu byłem”. Najczęściej wybieraną techniką tworzenia napisu jest maźnięcie jakkolwiek, byle szybko. Najlepiej na jakimś świeżo otynkowanym budynku. Czy tego typu badziewie różni się czymkolwiek od piesków sikających po ścianach w celu oznaczenia terytorium? Tak, różnica polega na tym, że pieski są mądrzejsze od autorów takich „graffiti”.

Mieszkam na dużym bydgoskim osiedlu i jedynym graffiti z głębszym przesłaniem jest to o treści „Andrzeju J. oddaj siano”. Dość bezpośrednie call to action zostało zamieszczone pod oknem jednego z mieszkań na parterze. Najwidoczniej twórca nie jest zwolennikiem epistolografii i wybrał graffiti jako swoją formę przekazu.

Graffiti to piękna idea, która rzadko może się podobać

Graffiti ma piękną historię, która zaczęła się w tym samym czasie, co początki istnienia hip-hopu. Tysiące prac grafficiarzy to prawdziwe dzieła sztuki. Niejednokrotnie graffiti miało też duże znaczenie polityczne. Poza tym to zajawka jak każda inna. Rozumiem ludzi, których to pochłonęło na maksa. Dla mnie to najmniej istotny element kultury hip-hop.

Kiedy widzę na murach same kiczowate graffiti, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Po prostu uważam, że graffiti budzące prawdziwy zachwyt to na polskich ulicach prawdziwa rzadkość. A szkoda.
 


Spodobał Ci się ten wpis?

Zapisz się na newsletter i otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach prosto na swój adres e-mail. Maksymalnie jedna wiadomość w tygodniu.


Newsletter templates by FreshMail


Zobacz inne wpisy: