Wygrać wszystkie dissy i beefy, a na koniec sięgnąć po swoje

Dissy i beefy to specyficzne rodzaje konfliktów, które są głęboko zakorzenione w kulturze hip-hop. W przypadku raperów przybierają formę słownych potyczek.

Każdy diss wywołuje zamieszanie i budzi zainteresowanie sporej części środowiska hip-hopowego. Jeśli jedną ze stron konfliktu jest Tede, zwycięzca jest z góry przesądzony. Nie było jeszcze takiego kozaka, który wygrałby z TDF-em pojedynek na odzywki. To oczywiste.

Już dawno opadł kurz po najgłośniejszym beefie w historii polskiego hip-hopu, czyli starciu Tede vs Peja. Dla reprezentanta Warszawy był to kolejny większy beef w karierze. Wcześniej miały miejsce jego pamiętne konflikty z Płomieniem 81 czy Nowatorem.

Właśnie Nowator jest najlepszym przykładem na to, że z Tede lepiej nie zaczynać.

Pierwszy sposób na diss / beef: słowem w ryj

Ej! To miało być grzeczne i kulturalne
Można powiedzieć intelektualne
Ale tutaj tak nie można, mógłbyś nie zrozumieć paru wyrazów

Takimi słowami zaczyna się odpowiedź Tedego na zaczepkę ze strony Nowatora. Myślę, że pomimo upływu lat, Nowatur do dziś nie wyszedł z domu. No chyba, że w przebraniu. Na pewno ciężko się pozbierać po czymś takim. To był istny nokaut.

Drugi sposób na diss / beef: ze stylem przy użyciu argumentów

Beef na linii Tede – Peja zakończył się w momencie wypuszczenia mixtape’u A/H24N2 przez tego pierwszego. Tym razem nie było tyle mięsa, ale za to solidna dawka słownych argumentów, które bezdyskusyjnie załatwiły Richarda.

Zapomnieć o dissach i beefach, czyli sukces najlepszą zemstą

Często zdarza się, że pomniejsi raperzy świadomie wykorzystują dissy i beefy jako sposób na autopromocję. Mam tutaj na myśli tych wszystkich asów, którzy perfidnie wdają się w rapowe konflikty tuż przed premierą własnych albumów.

W przypadku Tedego sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Przed beefem z Peją miał niesamowicie mocną pozycję i nie potrzebował tego całego zamieszania. Paradoks polega na tym, że Tede wygrał w pojedynku na odzywki, ale w ostatecznym rozrachunku beef przyniósł mu więcej strat niż zysków. Ciężko to pojąć, ale w efekcie całej akcji przez długi czas praktycznie nie koncertował.

Dlatego tak miło obserwuje się to, w jaki sposób Tede odbudowuje swoją pozycję. Z niecierpliwością czekam na „Vanillahajs”.


 


Spodobał Ci się ten wpis?

Zapisz się na newsletter i otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach prosto na swój adres e-mail. Maksymalnie jedna wiadomość w tygodniu.


Newsletter templates by FreshMail


Zobacz inne wpisy: