Rap uliczny to przeszłość

Rap uliczny był najpopularniejszym nurtem w polskim hip-hopie na przełomie XX i XXI wieku. Umarł w samą porę, czyli po płycie Małolata „W pogoni za lepszej jakości życiem” z 2005 roku.

To znaczy rap uliczny niby istniał po 2005 roku, ale tylko dryfował i z roku na rok obniżał się jego poziom.

Rap uliczny nie miał szans pozostać na topie

Problem z ulicznym rapem jest taki, że w Polsce wystarczyło kilka lat jego istnienia, żeby zdążył nam się znudzić.

Z roku na rok uliczni raperzy stawali się coraz większymi karykaturami legendarnych prekursorów, czyli członków Molesty i ZIP Składu. Wszyscy wzorowali się na takich raperach jak Włodi, niektórzy z nich traktowali go jak Boga, ale żaden nie był w stanie dorównać swojemu mistrzowi.

Co zabiło uliczny rap?

Rap uliczny miał charakter reportażu opisującego podwórka, blokowiska, ucieczki przed policją i inne osiedlowe akcje. Tematyka dość wąska, więc w ciągu kilku lat usłyszeliśmy wszystko, co można było usłyszeć.

Później już tylko śmieszyli mnie ponapinani prawilni raperzy, którzy mieli podobny do siebie ton głosu i nagrywali niemal jednakowe kawałki. Tylko dzięki ksywom wiedziałem, że słucham kilku różnych wykonawców.

Monotematyczność okazała się zabójcza.

Rap uliczny miał swój czas

Możemy się śmiać z dzisiejszego rapu ulicznego, bo w gruncie rzeczy jest śmieszny. Ale trzeba być ignorantem, żeby nie uszanować pierwszych ulicznych raperów i ich wkładu w rozwój całej sceny.

Zresztą pamiętam, że za czasów cara młodzi ludzie spędzali sporo czasu na podwórkach. Rapowali sobie o takim życiu zamiast gapić się w monitor. Nie było w tym nic złego, ale na szczęście w porę się skończyło.


 


Spodobał Ci się ten wpis?

Zapisz się na newsletter i otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach prosto na swój adres e-mail. Maksymalnie jedna wiadomość w tygodniu.


Newsletter templates by FreshMail


Zobacz inne wpisy: